środa, 19 marca 2014

o. Teodor Książkiewicz," Ziołolecznictwo Ojców Bonifratrów", czyli suple z łąki

A teraz petara:

Ojcowie Bonifratrzy- już od ponad 400 lat leczą chorych i cierpiących na całym świecie.
Poradnik ten, oparty na ich wielowiekowym doświadczeniu, zawiera m.in.:
- gotowe zestawy recept ziołowych skuteczne w leczeniu chorób i wzmacniające organizm,
- sprawdzone sposoby na zachowanie dobrej formy fizycznej i psychicznej,
- szczegółowe zalecenia dietetyczne,
- kosmetyczne porady ziołowe,
- tabele wartości odżywczych owoców, warzyw i produktów zbożowych,
- słowniczek roślin leczniczych.
Opis: Oficyna Wydawnicza RYTM

Książka ze szkolnej biblioteki. Dla miłośników taplania się w swoich chorobach, słuchania swojego organizmu, odchudzania, leczenia wielu schorzeń domowymi sposobami. Niestety zioła trzeba zasadzić w ogródku lub zebrać samemu. Potem ususzyć i robić napary.
Samo zdrowie. 
W dobie supli ciekawa inicjatywa.

o. Teodor Książkiewicz, "Ziołolecznictwo Ojców Bonifratrów", Wydawnictwo: oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2000

niedziela, 16 marca 2014

Statystyki zwalają z nóg, Kira Pietrek "Statystyki"

Na nowy tomik poezji Kiry Pietrek składają się dwadzieścia cztery wiersze oraz rysunki jej autorstwa, będące ciekawym uzupełnieniem treści wierszy. Z lekkim drżeniem rąk rozpocząłem czytanie „Statystyk”, jako że trzy lata temu pierwsza książka Kiry Pietrek „Język korzyści” rozmontowała mnie i całe towarzystwo piwniczne na drobne elementy. Tempo i język tych wierszy dźgał w mózg. I chociaż twierdziłem, że książka rewolucji nie zrobi, to ucieszyłem się na wieść, że otrzymała Silesiusa.

Nowa książka potwierdza klasę zawodnika. Myślę, że śmiało może krzyżować rękawicę z największymi faworytami wagi ciężkiej. Przede wszystkim tematy poruszane przez poetkę wydają się mało poetyckie, ale Pietrek umiejętnie osadza je na tej ziemi zagnieżdżonej przez babobaby wielce liryczne. Język skłania się często ku niusom prasowym, co jeszcze bardziej twarz wbija mi w piach. Forma jest tu ściśle związana z treścią, co tylko przekonuje, że przeciwnik nie przetrwa dwunastu rund. W starciu z Kirą Pietrek musimy zejść na ziemię i mocno się jej trzymać. W końcu wiersze te dotyczą często prozy życia , problemów socjalno-bytowych, nieco również sierpem w płciowość, kobiecość prawym na korpus. Świat „Statystyk” to wszystko, co się w owych statystykach mieści, z których pragnie się wyrwać. Bezrobocie, nadzieje na pracę, idiotyczne kształcenie bezrobotnych. „Statystyki” objęły swoim już mniej rozgorączkowanym językiem, językiem bardziej wyważonym i suchym absolwentów marketingu, finansów i uczelni pedagogicznych.

Być może książka Kiry Pietrek nie mówi niczego, czego byśmy nie wiedzieli. Mówi to jednak sugestywnie. Znalazła poetka po raz kolejny sposób na wypowiedzenie tego, o czym rozmawiamy w garażach, na przystankach i innych okolicznościach. To język urzędowy, język miłośników statystyk wszelkiego rodzaju, aktów prawnych, druków ścisłego zarachowania. To język dla tych, którzy żyją w przekonaniu, że papier wszystko przyjmie, co więcej – ważne, żeby było w papierach, reszta jest na drugim planie. Wierszem „Konstytucja”, w którym Kira Pietrek ze stoickim spokojem wymienia zapewnione obywatelowi prawa przez konstytucję, utwierdza w przekonaniu, jak bardzo te zapewnienia są odległe od rzeczywistości; pokazuje ten absurd urzędowych pism.

„rzeczpospolita polska stwarza warunki równiego dostępu do dóbr kultury
siły zbrojne podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli
każemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń (…)
każdy ma prawo do ochrony zdrowia (…)
władze publiczne
prowadzą politykę sprzyjającą zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych obywateli
przeciwdziałaja bezdomności
wspierają rozwój budownictwa socjalnego (…)"

W tę formę wpisana jest kpina i rozdrażnienie obywatela.

Znów, niestety, nie wydaje mi się, żeby „Statystyki” przeorały ludziom widzenie otoczenia, ale tylko dlatego, że poezji prawie nikt nie czyta. Przeto zachęcam i polecam do poznania wierszy Kiry Pietrek, by oswajać poezję mocnego pierdolnięcia o bruk.

Statystycznie mało czytamy. Stan czytelnictwa według badań Biblioteki Narodowej w roku 2010:
Do ani jednej książki nie zajrzało 56% Polaków.
Dla porównania we Francji 31%, w Czechach zaledwie 17%. Mimo tego ciągle słyszę, że Polacy są najmądrzejszym narodem w Europie. Ciekawe skąd biorą tę mądrość? Z TV? Z TVN Style? Może Szkło kontaktowe tak bardzo nas rozwija i uczy?
W 2012 roku Czechów z wyższym wykrztałceniem było 25,6%, zaś Polaków 31,9%.  Dotyczy osób w wieku 30-34 lat.
W 2010 roku ani jedenj książki nie przeczytało 25% Polaków z wyższym wykształceniem.
Tylko 12% Polaków przeczytało więcej niż 6 książek w roku.
W ciągu miesiąca tylko 20% Polaków z wyższym wykształceniem czyta teksty dłuższe niż 3 strony.

A ile procent Polaków przeczyta książkę Kiry Pietrek.


„Statystyki” zwalają z nóg.


Kira Pietrek, "Statystyki", WBPiCAK, Poznań 2013

sobota, 15 marca 2014

Michała "w" Wójcika "Kamp i wamp"

Różowa okładka, piękna i bestia oraz wiersze poskładane z dialogów Tarantino. Dziewięć lat temu wystrzelił z książki "w" Wójcik i do dziś jest zabawa w piwnicy. Warto wrócić, ale pamiętajecie, to ino zabawa, fun.

W kampie chodzi o to, by było do dna kiepskawo, tanio, taniej od taniości. Kicz na miarę wokalisty Ich  Troje, rodziny Kiepskich i o jeden krok dalej. Zabawa.

nora

węże we mnie wpełzają
plują białym jadem

gady obrzydliwe
do których
są doczepione
ciała mniej istotne

te ciała mają imiona
- czasem mnie to smieszy
bo ja uważam się
za norę - nic więcej

Morze czerwone

on jak pies
merda ogonem
między moimi udami

to jet dziura
w całym
- ja bardzo przepraszam

co miesiąc
przechodzą
przeze mnie
tłumy żydów
pod przewodnictwem
mojżesza.


Michał "W" Wójcik, "Kamp i wamp", Ha!art, Kraków 2005

wtorek, 11 marca 2014

Wiesław Niesiobędzki "Epitalamium" - wiersze znad jezioraka.

W naszym regionie życie literackie zdechło na dobre. Nie wiem czy kiedykolwiek istniało. To, o czym wspomina sam Wiesław Niesiobędzki, że gościł nad Jeziorakiem Edwarda Stachurę nie musi o niczym świadczyć. Znam jednak podania ludowe o tym, że w Iławie odbywały się spotkania autorskie z pisarzem Stachurą.

W Suszu sam raz jeden zorganizowałem, zaprosiłem redakcję olsztyńskiego Portretu do Suskiego Ośrodka Kultury, ale to było w roku 2000. Trzy lata później w suskim gimnazjum gościł poeta Krzysztof Kowalewski, również na moje zaproszenie. To jednak incydentalne wieczory autorskie niewiele wnoszące do życia społeczności.

Bywa, być może, że od czasu do czasu jeden z ludowych, lokalnych poetów odczyta coś swojego w zaprzyjaźnionym domu kultury lub w bibliotece, ale to również niczego nie wnosi do życia literackiego. 
Tymczasem w Iławie mieszka nadal Wiesław Niesiobędzki, lokalny wieszcz, który w 2012 roku postanowił kolejny raz wysłać do czytelników kwiatki swoich wierszy. Tom wierszy zatytułowany EPITALAMIUM rozpoczynają słowa Goethego o tym, że nasze myśli ciągle coś kombinują. To swoiste zaproszenie do zabawy z myślami poety. Pierwszy wiersz to wersy:

"Poeta wtedy pisze wiersz
gdy pustka w nim zadźwięczy"

Zgodzę się, że brzmi to groźnie, w końcu nie chciałbym obcować z pustką poety. Po chwili okazuje się, że to, co poeta ma do wyjawienia nie ma nic wspólnego z wierszami. Robi się tajemniczo i niepewnie. 

Drugim wierszem Wiesław Niesiobędzki nie zadziwia, właściwie ugruntowuje się moje przekonanie, że książka będzie obfitowała w tkliwe frazy o urokach Jezioraka, trzcin, krzaków.

A jednak...

Jednak pojawiają się również wiersze prawdziwsze, choćby "Gnoza". Nie skąpi autor i tu swojej nieco sztucznej frazy, nazbyt teatralnej, jak na mój gust:

"To sny są
ta cicha obrazów mowa"

i zaraz potem, jakby dla kontrastu, składnia się odpompowuje

"pamięć czasu gdy człowiek 
był całkiem obcy na Ziemi."

Wiesław Niesiobędzki po zrzuceniu sztywnego gorsetu iławskiej przyrodu (pięknej jak zawsze) staje się ciekawym poetą. To liryka człowieka stojącego już po stronie jednak niepewności. Na szczęście nie zarzuca nas pytaniami. Poeta w ogóle wydaje się być zmęczony słowem. To dobrze. Bo nie lubimy poetów marudzących, użalających się nad sobą lub nadmiernie epatujących swoją złością na aktualną politykę. 

To bezpośrednia liryka, która nie nudzi. I chociaż nie przypominają te wiersze współczesnej poezji ze stajni Biura Literackiego czy poznańskiej biblioteki, to stanowią ciekawe źródło wiedzy na temat naszego życia wewnętrznego tłukącego się pod "dogasającą podniebnością", gdzie "łasi się do świtu światło urodzajne i jezioro do słońca".

Co prawda przyroda jest w tej książce dużą inspiracją, ale dzięki niej właśnie Niesiobędzki dużo mówi o ludziach żyjących na naszym terenie. Ciągła niepewność, ciężki start w cokolwiek, jakaś fantazyjna lekkość w dźwiganiu ciężkiej codzienności. Wody Jezioraka stanowią również pewną ucieczkę do miejsca, w którym nic nie trzeba. Czytając wiersze z tomu EPITALAMIUM uśmiechałem się na myśl, jak często tracę bez wielkiego żalu coś, na co ciężko pracowałem. 


Dziedzictwo

Młodzieńcze
zajrzy ci kiedyś w oczy
mężczyzna taki jak ty
jakiej wtedy
nie złamiesz przysięgi
jakiej nie zapomnisz
miłości

Młodzieńcze
chociaż dziwisz się się
coraz bardziej
że kiedyś byłeś
taki naiwny
świat jest zawsze
taki jak ty
taki sam
i identyczny


Wiesław Niesiobędzki, "Epitalamium" Wydawca: Kowalski Pro-Media, Katowice 2012


piątek, 7 marca 2014

Maxime Chattam, „Upiorny zegar”

Główny bohater powieści to Guy de Timee, dobrze zapowiadający się pisarz, już znany, szczęsliwy ojciec i mąż. Postanawia jednak uciec przed życiem pełnym sukcesów, ustabilizowanym i przewidywalnym. Odchodzi nic nie mówiąc, przenosząc się do dzielnicy prostytutek, gdzie wynajmuje pokój mieszkalny  w burdelu. Paryż roku 1900 kręci się wokół Wystawy Światowej prezentującej najnowsze dokonania w dziecinie techniki.

Maxime Chattam ręką mistrza maluje ciemny, chłodny i ciągle ezoterycznie przymglony Paryż, który wydaje na świat okrutne zbrodnie. Jedna z nich dokonuje się w Buduarze zamieszkiwanym przez Guya. Okrutnie zamordowaną okazuje się sympatyczna prostytutka Milaine. Policja ociąga się w swoim dochodzeniu, jakby coś ukrywa, nie bardzo się chce dwóm komisarzom, wobec tego do akcji wchodzą przyjaciele prostytutki – Guy i  jej koleżanka po fachu Faustine.

Po pierwsze w ksiązce spotkamy ciekawe, pociągające osbistości, jak Król Wszarzy. Bardzo wyraźnie nakreślone rysy psychologiczne, acz nie zawsze jednoznaczne. Wszystko jednak nie ucieka formule jasnego thrillera. Szcególnie główna postać zasługuje na odrębny akapit.

Gay jest pisarzem, który buntuje się przeciwko swojemu życiu. Jakby bał się, że stabilizacja odbierze mu wenę, sens pisania, właściwie już go gubił. Jako pisarz potrzebuje w sobie człowieka żyjącego na krawędzi, nie zaś dobrze ubranego i wykarmiongo salonowca odcinającego kupony od dotychczasowych osiągnięć. W swoich rozważaniach na temat natury zabójcy nazwanego przez siebie Hybrisem często przywołuje myśl, że ON pisarz jest tożsamy z NIM dedetktywem czy nawet z samym zabójcą. Szybko okazuje się bowiem, że śledzenie, deptanie po piętach mordercy, przenikanie do brutalnego świata prostytutek, złodziei, płatnych zabójców, całego tego niechcianego marginesu zastepuje Guyowi pisanie. Właściwie pisanie przestaje być potrzebne, nawet jeśli bohater deklaruje, że kontynuuje dochodzenie na potrzeby powieści. Zdaje się, że woli żyć niż pisać. Szybko też okazjuje się, że życie jest bardziej niebezpieczne. To co miało być inspiracją, czyli dochodzenie, staje się jedynym celem.

Powodem ucieczki od życia jest również lęk przed odpowiedzialnością, co przyznaje przedstawiając się jak Guy – tchórz. Boi się, że nie sprosta wymaganianiom wizerunkowym stawianym przez salony. Ucieka w wolność.

Każdy bohater ma tu swoją przeszłość dokładnie analizowaną przez domorosłego dedektywa. Nawet Hybris doczekał się tu portretu psychologicznego budowanego np. na podstawie pisma. Chattam stworzył powieść bogatą w wydarzenia nie tylko ociekające krwią. To również powieść o Paryżu początku XX wieku, czyli świecie przepełnionym ekstremistami w postaci anarchistów, bulanżystów, antysemitów dokonujących ataków terrorystycznych. To Paryż spotkań ezoterycznych, koterii i budującej się ekstraklasy znudzonych i żądnych wrażeń kapitalistów. Ludzie ci, nie mniej od Hybrisa-swoistego Kuby Rozpruwacza, tworzą atmosferę napięcia, ciągłego zagrożenia. Jednocześnie nie można się oprzeć wrażenieniu, że pisarz w swoim portertowaniu ekstremistów chce powiedzieć, że to bardzo podobna sytuacja do obecnej, czyli po stu latach nic się nie zmieniło, prócz tego, że natsroje wrogości, przepychania się ze swoimi racjami, wykorzystywanie idei do walk politycznych wywołało dwie wojny światowe i wiele pomniejszych. Opium, zabójcy, bieda przedmieść, prostytucja, smród tylko potęguje atmosferę niepewności.

Jak przystało na dobrą literaturę kryminalną główny bohater ma przy swoim boku kobietę, z którą stosunki nie są określone. Ona jest i mu pomaga, jak będzie zobaczymy, jak poczytamy.

Świetna, bogata w wydarzenia i postacie powieść kryminalna osadzona w realiach Paryża sprzed ponad stu lat. Dawno nie czytałem takiego kryminału. Jeżeli inne książki Chattama są tak staranne, to ma on nowego fana



Maxime Chattam, „Upiorny zegar”, Wydawnictwo Sonia Draga 2012


sobota, 1 marca 2014

Helikopter 3/2014

http://opt-art.net/helikopter/

W numerze:

Volker Braun, Paweł „Kelner” Rozwadowski, Elżbieta Lipińska, WH, Sławomir Elsner, Filip Zawada, Marek Kołodziejski, Mirosław Drabczyk, Jarosław Jachimowicz (wywiad) oraz Izabela Kawczyńska.