Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skarbiec Suski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skarbiec Suski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Skarbiec Suski nr 10

Ukazał się 10 numer Skarbca Suskiego, pisma poświęconego historii  Susza i okolic. Wydawany przez Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Suskiej promowany np. podczas akcji plenerowych takich jak "Susz - podróż w czasie", kiedy to mieszkańcy Susza mieli okazję porównać stan dzisiejszy zabudowań ze stanem sprzed wojny.

Takie akcje przyciągają wielu mieszkańców w różnym wieku. To znamienne, że jeszcze 20 lat temu niewielu ludzi interesowało się historią swojego miasta a pojęcie małej ojczyzny jeszcze nie funkcjonowało w oficjalnym obiegu małych gmin. Owszem, czytało się o prowincji, jej znaczeniu, czytało się o małej ojczyźnie. Przypominam sobie, że w jednym z pierwszych numerów olsztyńskiego Portretu autorzy pisma wiele miejsca poświęcili prowincji. 
Dziś, kiedy to mamy już dość teraźniejszości, a przynajmniej już dawno się z nią oswoiliśmy i niewiele ma ona nam do zaoferowania, już nie fascynuje, a nawet staje się kulą u nogi. Teraz, kiedy już nie chce nam się myśleć o przyszłości, ponieważ wielu ją przejrzało i niejeden się przekonał, że przyszłość mami i wiele obiecuje,ale szorstka jest w obejściu, teraz właśnie, w tych okolicznościach atrakcyjna staje się przeszłość. Szczególnie ta przeszłość zupełnie z nami niezwiązana. Przecież miasto Susz przed wojną nie istniało. To była inna rzeczywistość, inni ludzie, inne państwo. Nie znajdziemy w tej historii nic kłopotliwego. Naprawdę, tylko grzebać, kopać i doznawać tego dreszczu emocji wywołanego odkryciem czegokolwiek, co należało do nieznanego nam świata. Przeszłości jeszcze nie oswoiliśmy, i trudno nam będzie to zrobić, w końcu nikt z naszych przodków nam w tym nie pomoże. Tak czy inaczej, to bardzo wygodny dla nas czas. Nic złego, co wydarzyło się tu przed wojną, nie ma z nami cienia związku.
Dlatego, mimo, że byłem tam pierwszy raz, czułem się trochę odkrywcą, kiedy to odnalazłem dom ojca mojej żony, daleko stąd. Drzewa, kapliczka jakaś, droga ...świadomość, że mogliśmy urodzić się właśnie w np. sierpeckich stronach. To tam jest również nasz dom, nasza prawdziwa przeszłość, nasz gen. Tu zawsze będziemy miotać się, próbować stworzyć tradycję, czyli coś niemożliwego w naszym pokoleniu, w ciągu najbliższych ...

Tak czy inaczej, wiele pracy i energii mieści się w nowym numerze Skarbca Suskiego. W nowym numerze dużo miejsca poświęcono również historii powojennej naszej gminy - to w końcu już jakieś trzy pokolenia ...Okazuje się, że mają one wiele do pokazania, wspominania.

Nr 10 - 2014 r.

Spis treści:
1. Archeologia: Wstępne wyniki badań archeologicznych grodziska w Suszu w 2013 roku – Rafał Solecki
2. Pruski Horyzont: Prusy w świetle podziałów administracyjnych, cz. 2.
Od XIII wieku do 1939 r. – Dariusz Przechadzki
3. Historia: Hrabia Ottfried von Finckenstein
– poeta i pisarz ziemi suskiej, cz. 3. – Kazimierz Skrodzki
4. Historia: Z Ostródy do Kamieńca. W jaki sposób Napoleon organizował przeniesienie kwatery głównej – Jan Dąbrowski, Łukasz Szczepański
5. Historia: Polityka dynastyczna Napoleona w okresie kampanii wschodniopruskiej na przykładzie wybranych listów z napoleońskich kwater głównych – Jan Dąbrowski, Łukasz Szczepański
6. Historia: Historia kołem się toczy – Rafał Kocięda
7. Suska Scena Muzyczna: Towarzystwo Cnót Wszelakich – Janusz Cygański
8. Wspomnienia: Susz – Życie przemija, a wspomnienia pozostały – Ryszard Głowacki
9. Suskie Sprawy: Żółte karty historii – Miłosz Klepczyński
10. Wydarzenia: Przesiedleńcy z akcji Wisła – Lucyna Górnik
11. Klub Odkrywcy: Chorągiew wiatrowa – cenne znalezisko
odkryte w Sanktuarium św. Antoniego w Suszu – Krzysztof Kępiński
12. Kolekcje: Dawne naparstki w zbiorach Izby Historii Regionu w Suszu
– Piotr Pilewski
13. Środowisko: Seks w wielkim lesie – Stanisław Blonkowski
14. Ludzie wokół nas: Ludzie, ich pasje i twórczość. Drugie Ja
– Krzysztof Kępiński
15. Fotokronika: Magia zdjęć – Mariusz Winnicki
16. Komunikaty TMZS

środa, 8 stycznia 2014

Skarbiec Suski nr 9


Na koniec roku 2013 ukazał się kolejny numer Skarbca Suskiego - pisma o tematyce historycznej związanej z regionem. Jak zwykle ciekawe wspomnienia byłych mieszkańców Susza, stare zdjęcia i dokonania suskich odkrywców. Serdecznie polecam.



Spis treśći Skarbca Suskiego nr 9:

1. Pruski Horyzont: Prusy w świetle podziałów administracyjnych, cz. 1. Od XIII wieku do 1939 r. – Dariusz Przechadzki
2. Klub Odkrywcy: Wczesnośredniowieczne osadnictwo w okolicach Bronowa – Sebastian Zieliński
3. Historia: Szkolnictwo w Prusach Wschodnich przed 1945 r. – Dariusz Ryszka
4. Historia: Luksus merdający ogonem, czyli pamiątki po suskich psach – Krzysztof Kępiński
5. Historia: Hrabia Ottfierd von Finckenstein – poeta i pisarz ziemi suskiej, cz. 2. – Kazimierz Skrodzki
6. Historia: Co mówią nam o Suszu stare mapy? (zakończenie) – Andrzej Chmielewski
7. Znaleziska: Pruski pałasz z Iławy, czyli co kryły relikty iławskich kamienic – Łukasz Szczepański
8. Suskie sprawy: Katastrofa kolejowa w Suszu – zapomniana tragedia –Miłosz Klepczyński
9. Suskie sprawy: Śmierć Leona Mańkowskiego i Jana Jelskiego – tragiczny rejs – Miłosz Klepczyński
10. Freski: Tajemniczy fundator z suskiego Veraikonu – Dariusz Paczkowski
11. Wydarzenia: Ratujmy suski zabytek – kościół pw. św. Antoniego – ks. Dariusz Kułakowski
12. Suski słownik biograficzny: Pożegnanie – Jolanta Palińska
13. Wspomnienia: Susz – Arkadia, 1962–1964, cz. 2. – Grażyna Kręcicka
14. Środowisko: Orzeł przedni – gość niezwykły – Stanisław Blonkowski
15. Komunikaty TMZS
– Nasz mały jubileusz, czyli… działamy dla Was już 5 lat! – Bernard Cantop 

– Badania archeologiczne na grodzisku w Suszu

poniedziałek, 23 stycznia 2012

W ciemności


Mieszkam w małym miasteczku Susz położonym w województwie warmińsko-mazurskim na pojezierzu iławskim. Mamy się tu czym pochwalić. W końcu w miasteczku, w którym mieszka niespełna sześć tysięcy ludzi, są dwie parafie z dwoma kościołami – jeden silnie zabytkowy. Odbudowuje się stare miasto, jest dworzec kolejowy, mleczarnia. Nie można zapomnieć o jeziorze w środku miasta, wokół którego zorganizowano wypolbrukowaną alejkę dla piechurów, biegaczy i rowerzystów. Latem pełno tu ludzi, którzy wyglądają jak prawdziwi zawodnicy. Nic dziwnego skoro od dwudziestu lat Susz jest swego rodzaju stolicą zawodów w triathlonie. Od dwóch lat patronat nad zawodami obejmuje Herbalife, co zaowocowało wystąpieniem, wzięciem udziału w tych zawodach takich gwiazd jak Bartłomiej Topa – świetny aktor i Tomasz Karolak (chyba nie pomyliłem imienia) – bardzo popularny aktor. W tym roku również zabłyśnie w suskich zawodach kilka gwiazd, oczywiście ze względów promocyjnych samych zawodów i własnych osób. Ja również czasem wypuszczam z rąk książkę, wychodzę z piwnicy i mrużąc oczy wbiegam na alejkę. I widzę jak zmienił się sport w wykonaniu amatorów. Co widać na wstępie? To o czym już wspomniałem, czyli profesjonalne ubrania, buty, rękawiczki, kaski, kurtki i inne peleryny. Dużą popularnością cieszą się suplementy diety w postaci spalaczy tłuszczu, białka i inne, nie będę bredził, bo się nie znam. Być może kondycji przybywa od kurtki w nowym dizajnie. He.

A wspominam o tym wszystkim, bo w mieście swoim w ogóle nie widzę kultury. Dziś rolę ośrodków zajmujących się sztuką i kulturą w moim mieście przejęły zawody wszelkiego rodzaju, rzeczywiście Susz sportem stoi, co pochwalam bardzo. Nie ma jednak kultury. I zapewne nie ma w tym wielkiej winy samych pracowników domu kultury, który jest raczej na papierze. Mieści się bowiem w wielkim budynku hali sportowej, gdzie wydzielono pomieszczenie dla księgowości i jedno dla spotkań kameralnych. Samego gmachu jako takiego, jakiegoś budynku czy choćby piwnicy brak. To może znak czasu?

Jeszcze niedawno potatułowany kark był synonimem głupoty i płycizny w myśleniu. Dziś jest symbolem seksu, symbolem wiedzy na temat zdrowia i siły charakteru. Wychudzony, wyżyłowany biegacz to synonim sukcesu. Wszyscy mu zazdroszczą jego wagi, braku tkanki tłuszczowej, przewagi na jakimś tam dystansie.

Kultury zaś nie ma. Kultury nie było. Jeszcze do tego słyszałem, że i niektóre szkoły niedługo będą zamykane czy oddawane w ręce stowarzyszeń, które jakimś cudem mają utrzymać placówki. Cóż, też znak czasu. Nie rodzą się dzieci, to szkoły mają problem, a na minimalne szkółki nikogo nie stać.

Kultury nie było. Kultury nie ma. I to będzie niedługo problem wielki. Nie otyłość, nie brak kondycji, tylko nieumiejętność radzenia sobie ze światem, w którym idee sprzedawane są między wierszami. W cywilizacji przeciążonej wojnami kultura może spełniać rolę straży pożarnej. Ale kultury nie ma. I jej nie będzie, ponieważ przeciętny suszanin urodzony kilka lat temu nie nabierze jej potrzeby. I kiedyś, kiedy zostanie burmistrzem, bo zmiany są potrzebne, odnowi alejkę, otrzyma podwyżkę, może poruszy na papierze rynek pracy, ale o kulturę się nie upomni, bo nie będzie wiedział, co to jest. Dlatego cała nadzieja w ludziach obecnie dzierżących newralgiczne stanowiska, tych którzy wiedzą, co to jest kultura, jaką rolę pełni w życiu każdego człowieka i każdej społeczności. Dni Susza nie mogą być wyznacznikiem dobrej zabawy, bo to przecież jedynie rozrywka, słaba, zakrapiana rozrywka. Dlatego trzymajmy kciuki za decyzje wszelakie obecnie sprawujących opiekę nad miastem. Niech przyświeca im dobro wspólne i przyszłość naszych dzieci.




Piszę to wszystko zainspirowany wspomnieniowym artykułem Czesława Radzickiego na temat historii Suskiego Domu Kultury zamieszczonym w Skarbcu Suskim. Na tle tego, co dzieje się w kulturze obecnie ten artykuł brzmi jak pożegnanie, ostatnie słowo kultury. Pomijam tu wartość, że tak się wyrażę, historyczną artykułu, bo przez 35 lat istnienia domu kultury przewinęło się przez niego tyle osób, że trudno jest autorowi połechtać wszystkich maźnięciem w druku nazwiska. Oczywiście boli, że w kalendarium wyróżniono przede wszystkim wydarzenia „urzędowo-administracyjne”, takie jak przeniesienie kultury do innego budynku czy spotkanie działaczy w rocznicę. Dla mnie ważniejsze jest to, kiedy zawiesił działalność zespół Rosenberg, kiedy powstał zespół Philosopher, że tworzył go Dariusz Kaczyński – muzyk prowadzący zespoły nie jako instruktor albo zapraszany na kawę przyjaciel tylko jako metalowiec i gitarzysta. Ważne dla mnie jest to, kiedy i kto tworzył Fish In the Garden, bo to również ważny zespół Jarka Cyganowskiego, Marcina Miąskowskiego, Gosi Miąskowskiej i innych. No, ale ja mam pewnie inne pojęcie kultury, inaczej ją rozumiem. Widzę ja tam, gdzie urzędnicy nie mają wstępu? Chęci uczestniczenia? Mówię tu o swoim pokoleniu, bo o pokoleniu autora tekstu w Skarbcu Suskim jest wystarczająco dużo. O sobie nie mówię, bo to brzydko. Brawa dla Czesława Radzickiego za artykuł. Trzymam za niego kciuki, niech walczy o kulturę. Ze strony ludzi czytających brakuje mi jednak dyskusji. Za mało siebie weryfikujemy, zbytnio się zachwycamy swoimi japami na fotkach i nazwiskami w druku. Na uroczystościach upamiętniających działalność kulturalną za dużo ludzi nie związanych z kulturą a za mało rzeczywiście tworzących. Czasem mam wrażenie, że suska kultura to elektrycy, kasjerzy i księgowe. Dodajmy jeszcze: Przewodniczący Komisji Zdrowia, Oświaty, Opieki Społecznej, Kultury, Kultury Fizycznej i Sportu, ks. Proboszcz. Kultury nie ma.




Ale nie o tym miało być.
Mieszkańcom mojego miasta i wszystkim, którzy tu zajrzeli polecam film „W ciemności” Agnieszki Holland.

To rzeczywiście filmowy majstersztyk. Nie znam się zbytnio na filmie, ale kręcenie z ręki w tym obrazie trzymało mnie za twarz. Zdjęcia w kanale, gdzie użyto jakiegoś specyficznego światła, może właśnie jedynie naturalnego, dało właściwy efekt, czyli naprawdę patrzyłem w ciemność rozjaśnianą latarką. Ziarnisty obraz przytłaczał. Aktorzy – nie tylko Więckiewicz, grali jak w amoku. Na głównej roli granej przez wspomnianego rzeczywiście spoczywał największy ciężar i nie tyko w postaci płaszcza z epoki i ciężkiej torby kanalarza. To przede wszystkim udana próba pokazania, jak zmienia się w ciężkich czasach człowiek. Ha, w ciężkich czasach. Film Holland obrazuje doświadczenia graniczne. Nie chcę sprzedawać tu treści, więc zabrzmi to pusto.

Film pełen jest również metafor, bo usytuowanie ukrywanych Żydów pod kościołem, rodzenie pod kościołem oraz … nie zdradzę co dalej, to jakaś być może koszmarna metafora ich losu. W ogóle mam wrażenie po tym filmie, że Bóg nie bardzo ingeruje w życie ludzi, że wszystko jest raczej dziełem przypadku. Nie pytam czym jest przypadek, co to takiego, bo sił nie mam na takie pytania.

Film pokazuje Żydów nie tylko jako niewinne ofiary hitleryzmu. To również portret zwykłych ludzi, którym zależy, by przeżyć. A w takich okolicznościach człowiek jest nieprzewidywalny. Wydobywa z siebie niespodziewane emocje, te dobre i te złe.

Wracam do swojej ciemności. Tu w piwnicy sport uprawia się boso, bez nowego dizajnu, bo karate uprawia się boso, bo karate jest stałe, nie goni za modą, bo sztuki walki to również poezja.
Poezja nie dostaje podwyżek, poezję się zamyka, poezję się wyrzuca za drzwi, poezję się wyszydza, bo do niej trzeba mieć dużo siły i cierpliwości. No i poezja nie daje kalorii.