wtorek, 13 października 2015

PORADNIA K: TRZY PREMIERY JESZCZE W TYM ROKU



PORADNIA K: TRZY PREMIERY JESZCZE W TYM ROKU
Wydawnictwo Poradnia K poszerza portfolio o kolejne tytuły, rozwija znane serie i tworzy nowe cykle. Jeszcze w październiku premierę będą miały trzy tytuły: „Niezniszczalne” Katarzyny Ratajczyk i dwie publikacje w kryminalnej serii „Dreszcze”: „Porucznik Stawropulos i tajemnica Lewity” Adama Widmańskiego i Stanisława Tekielego oraz „Chłopiec motyl” Petera Stjernströma.
W naszych jesiennych nowościach szczególnie polecamy książkę o silnych kobietach –„Niezniszczalne” Katarzyny Ratajczyk. To szczere rozmowy z przedsiębiorczymi kobietamiprowadzącymi własne firmy. Premiera 15 października – zapowiada Joanna Bażyńska z wydawnictwa Poradnia K. W serii „Dreszcze" wydajemy  skandynawski thriller „Chłopiec motyl”  Petera Stjernströma, o którym Mariusz Czubajpowiedział, że to kolejne nazwisko, które warto zapamiętać na mapie współczesnej powieści kryminalnej.W tym cyklu ukaże się także rozgrywający się w Grecji kryminał „Porucznik Stawropulos i tajemnica Lewity”, debiut dwóch polskich autorów Stanisława Tekielego i Adama Widmańskiego. Od maja na rynku jest także „Serialista” Davida Gordona - według Katarzyny Bondy „najbardziej arogancki kryminał roku” – mówi Joanna Bażyńska.
Na dzieci i rodzicówczekają nowości w serii „Latawiec”: „Księga straszliwej niegrzeczności” i „Młodego Wilczka księgawilkoczynów” IanaWhybrowa. To dwie pierwsze książki z cyklu
o przygodach Wilczusia, ze świetnymi ilustracjami T. Rossa w doskonałym, autorskim tłumaczeniu Ernesta Brylla.
Założone w 2009 roku wydawnictwo ciągle się rozwija: w 2015 roku poszerzyło portfolio o powieści kryminalne (seria „Dreszcze”) i poradniki psychologiczne (seria „Szczerze”). Ukazały się także kolejne książki dla dzieci w dopracowanym edytorsko i wizualnie cyklu „Latawiec”.
Poradnia K inwestuje w interesujące debiuty i najlepszych ilustratorów. W planach na 2016 rok jest kolejna activitybook z cyklu Małgorzaty Żółtaszek o Basałyku i Psotce ilustrowana przez Pawła Pawlaka, nowa książka Justyny Bednarek w opracowaniu graficznym Daniela de Latour i wiele innych nowości. Wszystkie książki wydawane są również w formie e-booka.
W tym rokuPoradnia K po raz pierwszy zaprezentuje swoją ofertę na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. Czytelnicy będą mogli zdobyć autografy: Stanisława Tekielego, autora popularnej i zabawnej książki „Burdubasta, czyli skapcaniały osioł albo łacina dla snobów” i debiutującej Katarzyny Ratajczyk. Na targi przyjedzie równieżJustyna Bednarek, której „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” są bestsellerem dziecięcej serii „Latawiec”, a „Gazeta Wyborcza” określiła książkę „najciekawszym debiutem ostatnich miesięcy”.
Plan spotkań z autorami wydawnictwa na targach:
Sobota, 24. października, stoisko C84
10.00 Justyna Bednarek
11.00 Stanisław Tekieli
12.00 Katarzyna Ratajczyk
Książki dla dzieciIanaWhybrowabędzie można podczas targów kupić z 20% rabatem.
Plan premier:
Katarzyna Ratajczyk, „Niezniszczalne. Prawdziwe opowieści przedsiębiorczych kobiet, czyli czego uczy nas porażka” – 15. października
Peter Stjernström,„Chłopiec motyl” – 20 października
Stanisław Tekieli i Adam Widmański, „Porucznik Stawropulos i tajemnica Lewity” – 20 października

Kontakt dla mediów:
 


Go Culture.
Komunikacja dla kultury

Katarzyna Petrykowska, t: 790 797 611
katarzyna.petrykowska@goculture.pl

wtorek, 18 sierpnia 2015

Sofi Oksanen "Gdy zniknęły gołębie"

Dawno nie czytałem powieści pozbawiającej złudzeń tak skutecznie."Gdy zniknęły gołębie" Sofi Oksanen to powieść rozgrywająca się podczas drugiej wojny światowej w Estonii pod okupacją niemiecką i rosyjską oraz w latach sześćdziesiątych, kiedy to Estonia była już państwem - republiką  ZSRR, podobnie jak Polska.

Sofi Oksanen znana polskim czytelnikom z powieści "Oczyszczenie" z roku 2010 napisała książkę o trudnych wyborach w dramatycznych czasach, kiedy to za głoszone poglądy odpowiadało się głową. To historia dwóch kuzynów Edgara i Rolanda. Edgar chce przeżyć za wszelką cenę i posiada wrodzone talenty i skłonności pozwalające mu przystosować się do każdej sytuacji,każdego rządu, każdej kobiety, każdego mężczyzny ... Roland jest stały w uczuciach, poglądach. Patriota i twardziel. 

Między nimi żyje Juudit - żona Edgara. Kobieta nieszczęśliwa, ale twarda. To w niej przejrzeć mogą się postacie kuzynów, w relacji z nią sprawdzić. Juudit to bohaterka jakich niewiele, bo bardzo realistyczna. W ogóle Oksanen zdaje się pisać o historii jaka się wydarzyła tuż obok niej. Juudit jest przykładem kobiety mogącej przetrwać wiele upokorzeń, która żyje bez nadziei na jakąkolwiek chwilę szczęścia. W całej tej opowieści niewiele jest szczęścia. Zdarzają się złudzenia, płonne nadzieje, ale tylko Edgar - realista i cynik zdaje się być jako jedyny na wierzchu.

Czytając książkę o losach bohaterów podczas okupacji w Estonii szukałem analogii do sytuacji Polaków w latach wojennych. Niewiele ich. Podstawową zaś różnicą jest oczywiście to, że Estończycy czekali na Niemców, którzy wyzwolą od Związku Radzieckiego, do którego zostali wcieleni zaraz po rozpoczęciu wojny. Edgar w zadziwiający sposób daje sobie radę w każdej sytuacji. 

Losy bohaterów poznajemy za pośrednictwem narratora, ale i sam Roland, kiedy chodzi o jego ukochaną Rozalię przemawia w pierwszej osobie. To pozwala przez chwilę ustawić sobie priorytety w tej książce, poznać lepiej samego bohatera i jego uczucia wobec innych. Jego postawa staje się nam bliższa a jego dramat nabiera dynamiki.

"Gdy zniknęły gołębie" to nie powieść dodająca skrzydeł. Nie ma tu jednoznacznych bohaterów. To świat praw ustanawianych przez okupantów, z którymi trzeba jakoś żyć lub jakoś z nimi walczyć. Każdy dzień jest tu walką, każda rozmowa. Jednocześnie książka ta ma swoją moc i ją przekazuje, ponieważ pozwala jednak wskazać tych w swoim świecie, którym chcielibyśmy podać rękę, by wyciągnąć ich z tego bagna.


Sofi Oksanen "Gdy zniknęły gołębie", Wydawnictwo Czarne, 2015

poniedziałek, 27 lipca 2015

Juliusz Strachota "Relaks amerykański". Kto jest winny?

Książka Juliusza Strachoty wyrzuciła mnie z toru, ponieważ opis nałogu w jakim tkwi bohater daleki jest od tego, co czytałem do tej pory. Uzależnienie od leków psychotropowych to dla mnie obszar dotąd niezbadany. Przywykłem do opisu alkoholizmu, nałogu heroinowego itp. Codzienność i popkultura aż po brzegi wypełnia mnie kolejnymi wiadomościami o dopalaczach, alkoholizmie, narkomanii.

Julian – bohater „Relaksu amerykańskiego”, chcąc rozluźnić się przed ceremonią swojego ślubu, połyka pigułkę Xanaxu – leku przepisanego przez lekarza psychiatrę. Lek ten działa rozluźniająco, likwiduje stany lekowe, napięcie, działa nasennie. Julian zasypia na ławce i przesypia swój ślub. Poczucie wstydu próbuje likwidować za pomocą kolejnych pigułek. Uzależnia się szybko od Xanaxu, którego potrzebuje coraz więcej.

Śledząc jego zmagania z nałogiem, poznajemy sposoby zdobywania recept. Rozmowy z lekarzami mającymi świadomość, że mają do czynienia z ćpunem, która to świadomość niekoniecznie budzi ich niepokój, przypominają zakupy w spożywczym. Wizyta kosztuje sto złotych i uiszczenie tej sumy plus kilka kitów na włosku o kolejnej stresującej podróży w ramach pracy fotoreportera wystarczy,  by otrzymać lek pogłębiający stan uzależnienia.

Siłą tej książki jest język jakim posługuje się Juliusz Strachota. To pełen emocji słowotok w pierwszej osobie, obfitujący w wykrzykniki, nie stroniący od wulgaryzmów. To język człowieka, nie pisarza, chcącego nakreślić bieg wydarzeń. To pamiętnikarska narracja człowieka sfrustrowanego, który niekoniecznie ma świadomość, że ktoś go właśnie czyta (słucha). Stąd wiarygodność relacji Juliana w zdobywaniu leku, relacjach z ludźmi.

A wiarygodność jest potrzebna w przypadku tematu jaki podejmuje „Relaks amerykański”. To przecież rzecz o lekomanii, o temacie rzadziej podejmowanym niż inne uzależnienia. Czytając relacje z rozmów podczas wizyt lekarskich, trudno oprzeć się wrażeniu, że sami lekarze są winni nałogowi bohatera i nie zamierzają zmienić swojego kursu w relacji z nim jako pacjentem. Stąd wynika duży problem w mówieniu o tej książce. W końcu ktoś się obrazi, obruszy albo zwyczajnie utnie temat milczeniem wynikającym ze wstydu lub braku umiejętności rozmawiania o tym. A przecież książka ta ma szansę stać się nieco publicystyczną (dobrze to czy źle …?), w końcu porusza duży problem społeczny, w który zamieszane są koncerny farmaceutyczne, czyli byt trudny do uchwycenia czytelnikowi literatury. Łatwo jest oskarżać, łatwo znaleźć „Żyda” odpowiedzialnego za nieszczęście, które nas spotkało. Może nim być państwo, lekarze, koncerny, najlepiej jacyś ONI.


„Relaks amerykański” to książka o współczesnym człowieku niezdolnym do stawienia czoła przy pełni władz umysłowych, na trzeźwo ceremonii ślubnej. Dobrze, że się spóźnił. Nie nadawał się, za słaby jest by pchać ten wózek. Dlaczego? Czytając książkę, doszedłem do banału, ale bardzo istotnego. Brakuje nam dziś miłości. Nie mamy jej nadwyżki. Stąd strach. Poszedłem banalnym kursem i pomyślałem, że to znów kariera, swoboda obyczajów, po Polsku pojęta wolność, wypięcie się na wartości, bez których jeszcze nie potrafimy żyć, za długo nasi przodkowie się do nich modlili… niech i taką wartością będzie kościół, jakiś patriotyzm. Bez tego zostaje tylko robienie kasy i ćpanie. Bez robienia kasy zostaje strach, że nie dam sobie rady z jednym dzieckiem, o kolejnych już nie wspomnę. Takie to kaznodziejskie myśli przyszły do głowy po przeczytaniu świetnej książki Juliusza Strachoty. Nasunęło mi się pytanie: kto jest winny nałogowi? Czy tylko bohater? Tak nigdy nie jest, przynajmniej dobra literatura nie podaje łatwych rozwiązań. 

Paradoks: opowieść, która wyrosła na zatrutym gruncie, dała owoce smaczne i pokrzepiające. Książka przestrzega przed egoizmem prowadzącym do samotności, pretensji do wszystkich o wszystko, spychającym w obszary wiecznego niezadowolenia, strachu przed życiem. To opowieść o świecie, w którym autorytety, jedynie z lekkim niesmakiem zarabiają legalnie na uzależnionych pacjentach.


Juliusz Strachota "Relaks amerykański", korporacja ha!art, Kraków 2015

wtorek, 30 czerwca 2015

„(…) Wypłynęła na powierzchnię opowieść o miłości” wywiad z Anną Augustyniak sprowokowany jej książką poetycką pt. „Bez ciebie”


„(…) Wypłynęła na powierzchnię opowieść o miłości” wywiad z Anną Augustyniak sprowokowany jej książką poetycką pt. „Bez ciebie”.



Marcin Wodarski: W Twoich wierszach sakralne spotyka się z tym, co cielesne. Dlaczego?

Anna Augustyniak: To chyba dobrze jak świętość z profanum się zespala? Ciało łaknie nieograniczoności, jakiejś tajemnicy poza swoją egzystencją. Ja czuję pełnię dopiero wówczas, gdy codzienność, ta sfera świeckości, stroi się w przeczucia, wierzenia, obrzędy, gdy widzialne przenika się z niewidzialnym. 

M.W: To książka o samotności. Pobudzone ciało, łaknące usta nie mają nikogo. Mimo tego, nie chcą zbudzić fotografii-to z wiersza "Erotyczna relacja". Cenisz sobie trzymanie cielesności na łańcuchu?


A.A: Ciało na łańcuchu? Kojarzy mi się to raczej z rytuałami BDSM. Bohaterka „Erotycznej relacji” nie musi uciekać się do aktów przemocy na samej sobie ani na obiekcie uczuć. Zresztą ona kocha tak gorliwie, że za nic nie przekroczyłaby granic, jakie w naturalny sposób zostały ustanowione przez mężczyznę, otoczyła go nawet dodatkową powłoką ochronną. Ale to nie z tej przyczyny spotyka ją samotność. Jak to zwykle bywa: ktoś kocha totalnie, a ktoś drugi nie jest przygotowany, by aż tyle mu ofiarowywano albo w ogóle nie potrzebuje takiej miłości.


M.W: Miłość odbiera czy daje? Chce się powiedzieć, że daje. Z pewnością nie odbiera, to do miłości niepodobne. Jednak głębokie uczucie to również stan umysłu, uczucie emanuje na zewnątrz. Zmienia nasz system wartości, ponieważ zmienia nas, nasze duchowe życie. "Straciłam wszystko" - to tytuł wiersza o miłości. Jak to jest, miłość odbiera?

A.A: No jasne, że odbiera. Przecież miłość to oszołomienie, które oczywiście dużo daje, jako że wchodzimy w głębię interakcji z drugą osobą, ale równolegle ogranicza, bo powoduje całkowite skupienie się na ukochanym i wtedy to właśnie świat może iść w odstawkę - zacytuję samą siebie: „w głowie miałam tylko twój głos”... Ale czy zmienia nas duchowo? Ja tam jestem zdania, że to chemia i zamroczenie za sprawą przestrojenia hormonalnego w organizmie. Czasem bardzo długotrwałe zamroczenie.

M.W: Mężczyzna kocha inaczej? I znów poprawność nakazuje mówić, że miłość jest jedna, nie ma płci i tak dalej. A może jednak kobieta inaczej kocha?

A.A: 
Kobieta wszystko robi inaczej, a zatem sztukę kochania też inaczej uprawia. 


M.W: Twoja książka składa się z dwóch części. W pierwszej dużo jest Ciebie i adresata, do którego kierujesz słowa. Druga część to książka deklaratywnie Bez niego. Bez niego spotykasz się z ocaloną w Auschwitz, bez niego śpiewasz pieśni żałobne. Opowiedz o tym pomyśle. Właśnie, to pomysł czy rzeczywiście w pewnej chwili poznajesz świat i siebie, piszesz świat bez niego?

A.A: 
To nie jest pomysł a rzeczywistość. Jeśli jest miłość, a potem ktoś cię nie chce a ty go nadal chcesz, i tak jest w tobie nieustannie, choć go przy tobie nie ma. A życie płynie mimo że uczucie obumarło, świat nadal istnieje i dzieje się wokół to i owo. Ty nadal odczuwasz tę miłość, wszędzie gdziekolwiek się ruszysz ona idzie z tobą, boli cię, lecz równocześnie w każdej sekundzie daje radość. Czujesz ją jedząc jajecznicę i wchodząc na górę Synaj, jak powiedział Tadeusz Nyczek. Wiec gdy zdajesz z tego relację, z życia bez ukochanej osoby, to tak naprawdę zdajesz relację z braku. Pojawia się tu perspektywa ogołocenia: jesteś tą, która utraciła, czyli tą, która jednak coś miała. Miała i opowiada o tym w czasie przeszłym i teraźniejszym. 


M.W: Dlatego są tak silne. Szczerość pozbawiona zabawy językowej, tak modnej w poezji dzisiejszej, odsłania poetę i jego świat, mówi o świecie i człowieku. Pisząc te wiersze, myślałaś o ich opublikowaniu? Może miała to być autoterapia, potem zaś zdałaś sobie sprawę, że powinny ujrzeć światło dzienne?

A.A: 
Publikowanie jest marzeniem każdego piszącego. Czy to aż autoterapia? No nie, pamiętaj, że to jednak nie jest spowiedź, że jest tam kreacja świata mocno przemyślanego i ułożonego, tak by czytelnik dostał zwartą historię opowiedzianą od początku do końca. Zdarza sie i zabawa językiem, może nie ma współczesnych gier oraz modnych zderzeń, mocnych uderzeń, szarż i szturmów, używanych tylko po to, żeby zaszokować, ale są miejsca obliczone na czarowanie czytającego, na przypodobanie mu się, jest i bezceremonialna próba wzbudzenia podziwu, że tak można pisać o kochaniu się! W „Nie igra się z miłością” Alfred de Musset (który sam stracił głowę dla Georege Sand i został przez nią odrzucony, z czego nie podniósł się do końca życia) mówi, że kto kocha to i doznaje zawodu, bywa nieszczęśliwy, ale kocha i to jest ważniejsze nawet od cierpienia, które wpisane jest w każde uczucie, a kiedy znajdzie się na krawędzi grobu, obraca się, aby spojrzeć wstecz i cieszy się z tego, że jego życie nie upłynęło na byle czym, że kochał, właśnie że kochał…

M.W: Zdarza Ci się promować swoją książkę podczas spotkań autorskich? Na jakie pytania najczęściej odpowiadasz? Czy trudno Ci przychodzi mówić o swoich wierszach, intymnych często

A.A 
Czy to zdarzyło się naprawdę? Pytają: to wszystko się pani przytrafiło? Pytają wiec o dosłowność i odbierają, jakbym rzeczywiście spisała swoje pragnienia, traumy, ujawniła sekrety. A przecież te wiersze to wynik długotrwałej pracy nad obrazami i słowami, które wchodziły w interakcje ze sobą i wytworzyła się nowa wartość. Wypłynęła na powierzchnie opowieść o miłości. Być może jest mocno cielesna, bo o namiętność tu szło, lecz czy intymna? Kiedy wiec słyszę o intymności, o którą i ty pytasz, czuję się jakbym naruszała jakąś zasadę przyzwoitości, jakbym robiła coś czego inni nie robią, opowiadała historie, jakich inni nie opowiadają…

M.W: Nadal piszesz?

A.A: 
Piszę, cały czas piszę i to jest arcyprzyjemne, choć czasem sama siebie bawię tym, co przychodzi mi do głowy. Na szczęście istnieje na klawiaturze klawisz backspace!

M.W:
  Życzę kolejnych wierszy. I oby przetwarzanie owych obrazów i emocji nie zmęczyło Cię, ja nadal uważam, że intymność jest towarzyszką wiersza, że tak się wyrażę, i nie można się jej wstydzić, raczej trzeba umieć ją znieść, dać jej radę. Powodzenia.



Wywiad pierwotnie opublikowany w kwartalniku SZAFA

sobota, 27 czerwca 2015

Helikopter 7-9



W numerze:

György Dragon, Márton Simon, Przemysław Witkowski, Cezary Domarus, Buddy Giovinazzo, Marcin Ostrychacz, Adam Borzič, Básník Ticho, Paweł „Kelner” Rozwadowski, Ilona Witkowska, Konrad Góra, Maciej Sowicki, Mirosław Drabczyk, Tomasz Różyczki, Lesław Nowara, Jürgen Brôcan, Łukasz Suskiewicz, Dariusz Dziurzyński, Karol Graczyk, Patryk Zimny, Dariusz Muszer, Jakub Schönhof-Wilkans, Dominik Rokosz, Sławomir Płatek, Urszula Smoktunowicz, Paweł Tański, Dominik Żyburtowicz, Frigyes Karinthy, Robert Gawłowski, Karl van de Woestijne oraz Jarosław Klejnberg.

sobota, 23 maja 2015

Spotkanie poetyckie w Sztumie

Spotkanie poetyckie w Sztumie z udziałem prof. Zbigniewa Chojnowskiego, Janusza Ryszkowskiego i moim przebiegło bez zakłóceń. Publiczność zgromadzona w Czarnej Sali mieszczącej się w piwnicach Sztumskiego Centrum Kultury przez 90 minut słuchała naszych wierszy i rozmów na temat znaczenia poezji dla człowieka, jej kondycji i szans na utrzymanie się w górnych półkach naszych codziennych potrzeb. 

Nie wszystkie wnioski tchną optymizmem, ale to i lepiej. Wiemy już, że jako nauczyciele, piszący, mamy dużo do zrobienia.


Poeta, mówił prof. Chojnowski, to człowiek stojący twardo na ziemi. Nie oznacza to jednak, że potrafi załatwić dwa interesy przy jednaj wódce. Jego siła leży w przewidywaniu tego, co będzie za wiele lat. A do tego trzeba umysłu analitycznego i konkretnego.

Na marginesie, wielkie gratulacje dla Sztumu i jego władz. Dbałość o kulturę szczególna.