środa, 31 października 2012

Koniec października

Miałem pomysł na tekst/post  na blog, ale jakoś tak ...coraz więcej w nim moich rozwolnień i zatwardzeń, mniej zaś książek. Swoich wierszy nie mam, opuściły mnie, wyjechały, spotkały kogoś atrakcyjniejszego, może bogatszego. Możliwe, że koczują po dworcach i ogródkach działkowych.

Co do książek, na koniec października zbliżają się do mnie "Sierpniowe kumaki".

Bez awantur coś z podstawówki



wtorek, 30 października 2012

Spokojnie

Bywa, że gazeta przyklei mi się do pleców i nie czytam jej jakiś czas. Przekrój sprzed tygodnia, już nie pod redakcją Kurkiewicza a Ziomeckiej i Prokopa, odkleił się wczoraj. Dużo artykułów. Między innymi "Biznes lubi starożytność" Jerzego Ziemackiego. W skrócie: artykuł o modzie na nauki starożytnych dotyczące dochodzenia do władzy i jej sprawowania. A jak wiadomo Rzymianie byli cyniczni i bezlitośni, za co spotkała ich kara boska, powiedzmy. Tak to się w kulturze rysuje w brutalnym skrócie.

Artykuł pochyla się nad filozofią stoicką, jako tą, która może uzdrowić jednostkę żyjącą w dynamicznie rozwijającym się wieku XXI. Stoicyzm jako terapia. Rzeczywiście, jeśli spojrzeć na stoicyzm od tej strony wszelkie współczesne szkoły stoicyzmu będą miały wzięcie. Bóle żołądka, stawów i głowy leczymy za pomocą pigułek ze spożywczaka. Jak jednak dać sobie radę z denerwującym sąsiadem, szefem, który uważa, że tylko pracownik powinien bić się w pierś czy mechanikiem śmiejącym się z ciebie, że nie wiesz, co stuka w silniku. Na to pomóc może np. kosmiczna perspektywa. Unosisz się, unosisz w myślach i dostrzegasz  jak bardzo błahy jest twój problem, właściwie nie widać go ze stratosfery. "W myśl filozofii stoickiej powinniśmy "udzielać się" sprawom, ale nie dać się wciągnąć w nie emocjonalnie", cytuję za autorem artykułu  I tu mur staje przede mną. Nie lubię ludzi zimnych emocjonalnie.

To stare cwaniaki dogadujące się ze wszystkimi. Nikt nie ma do nich zastrzeżeń, oni zaś nie mają właściwie poglądu na żadną sprawę. Braki wiedzy zstępują przymilnym uśmiechem, braki pomysłów i charyzmy przysłaniają metodą "na sierotkę. Trening stoicki pozbawia ich samodzielnego myślenia. W praktyce myślą, ale tak jak tego chce ich nauczyciel albo, w dorosłym życiu, szef. Dno zupełne. Prawdę mówi autor, że ludzka natura nie zmienia się na przestrzeni tysięcy lat. Zrobimy wszystko, by nas lubiano, by nie denerwować się zbytnio, by nie angażować się, bo na tym można tylko stracić. Niestety, nijak się to ma do słowiańskiego temperamentu..., którego coraz więcej podczas rekonstrukcji pod Grunwaldem, mniej zaś w życiu.

Stoicyzm spłycony bowiem zmierza do podporządkowania się tym, którzy mają fizyczną przewagę. Zaczyna się od denerwującego fryzjera, kończy się na polityce wpełzającej wszędzie: do domu, do kultury, do szkoły, do gazety, do bloga.

Przyklaskuję nerwusom niezważającym na konwenanse, którzy krzyczą. Wyłażą, szwendają się, bywają niebezpieczni, są nie do opanowania. To oni będą mieli odwagę bronić kobiety przed złodziejem. Nie zaś opanowany stoik po treningu Praktyki Stoickiej.

To jednak praktyki sprawdzające się w biznesie i polityce, zarządzaniu ludźmi.

"Młodszy Cicero udziela rad: obiecuj wszystko wszystkim, nigdy nikomu nie odmawiaj, kłam, gdy potrzeba, buduj szeroki front poparcia, a przeciwników politycznych przedstawiaj jako zbirów i złoczyńców", cytuję za J. Ziemackim.

Jaki mi już ciśnienie skoczy, to górne, do 190, biegnę do Centrum Praktyki Stoickiej w Warszawie.

sobota, 27 października 2012

Polecam przy wyłączonym świetle

Informuję i polecam przy wyłączonym świetle, jako że jeszcze nie czytałem, polecam,  książkę Bernadetty Darskiej "To nas pociąga. O serialowych antybohaterach", Wydawnictwo  Naukowe KATEDRA, Gdańsk 2012.  Poleceniem tym chciałbym stanowczo zaprotestować przeciwko wycofywaniu z ramówki telewizyjnej wszystkich seriali, jak to oznajmiono w Dzienniku Telewizyjnym w moim śnie. Nie wyobrażam sobie, by społeczeństwo samo musiało podejmować decyzje i na dodatek nie doczekało się opinii bohaterów serialowych.

Zupełnie poważnie, chciałbym obejrzeć stary odcinek "Złotopolskich", mimo że nie byłem wielkim fanem serialu  choćby z prozaicznego powodu, niemania odbiornika przez długi czas, co odcięło mnie od wartości tego świata. Ee, od kilku lat nadrabiam zaległości.

Na blogu autorki można wziąć udział w konkursie, którego nagrodą jest wspomniana właśnie książka

Ponadto powiadam wam, kupujcie książki. Wpiszcie się do rejestru ludzi wąchających świeży papier drukowany. Nie narzekajcie na brak gotówki inteligenci i robotnicy pracujący. Książki są dużo tańsze od mięsa. Nie trawią się tak szybko. Książki są tańsze od ziemniaków, ale nie ma po nich obierek.

Jak to piszą uczniowie: myślę, że moje argumenty przekonały czytelnika.


niedziela, 21 października 2012

Rozmawiałem z Białkowskim

Rozmawiałem z Białkowskim. Tomaszem. Mówię tylko z nazwiska, bo to brzmi tak branżowo, nie wiem jak inaczej to brzmienie ująć, stare wyrażacze tak mówią. Kiedyś z nim rozmawiałem i powiedział, że z koncentratu pomidorowego zrobi smaczny sok, żebym też kupił przy okazji kupowania innych rzeczy. Soku nie zrobił, ale to było 10 lat temu, może 11. Ludzie się zmieniają i teraz pewnie robi sok. Wtedy był po debiucie książkowym, świeżo upieczone "Leze" leżało w jego głowie.

Teraz jest po debiucie kryminalnym. I pewnie przede wszystkim o tym gadałem z nim w Szafie: http://www.szafa.prezentacje.pl/
co teraz można również przeczytać w artpubkulturze



sobota, 20 października 2012

Maciej Woźniak, "Biała skrzynka"


Maciej Woźniak opublikował siódmą książkę. To poeta mieszkający w Polsce, którego znam ja i wielu innych poetów. Znają go osobiście albo z wierszy. Niestety funkcjonuje on nadal w, powiedzmy, nieoficjalnym obiegu. Nie ma go w telewizji, w radiu, w Playboyu, nie ma go na dworcach i na basenach. A szkoda, bo chociaż ta poezja nie przenosi gór i nie zmienienia kierunku myślenia w czytelniku, to lśni wersami lśnieniem okalając planetę. 

"Biała skrzynka" zawiera wiersze wypchane metaforami, niezrozumiałe i takie, co zapadają w pamięć. Niezwykle udane ze względu na charakterystyczny humor, czego się nie spodziewałem po Woźniaku, np. "Łebska szpilka" czy "Ubiór w operze". Humor ten niesie ze sobą informacje, konkrety na temat mnie samego. Szkoda, że np. w wierszu wspomnianym "Ubiór w operze" puenta zaciemnia obraz, rozchodzi się po piwnicy treść wiersza. Słychać tylko jęki w nocy, kiedy to już sąsiedzi, a nawet ja, pokładli się spać. Śmiało można powiedzieć, że wiersze wspomniane, jak i te nie wspomniane, to błyskotliwe wersy oczytanego poety. Nie da się dyskutować z istotnością podejmowanych przez autora "Ucieczki z Elei" tematów. To książka o sprawach ostatecznych, o konieczności i w jakiś denerwujący sposób nawet nieistotności śmierci w moim życiu. Zazwyczaj wspomnienie o człowieku wzrusza, odpływam do obrazów związanych z nim. U Woźniaka śmierć jest obok, ale nie dotyka. To go wyróżnia. Mówi mi, że śmierci obok jest za dużo, śmierci w telewizji, w gazetach, w opowieściach. One już nie kopią w mózg.

Czym jest biała skrzynka? Dlaczego biała? To rodzaj niewinności? Bzdura. Woźniak i jego wiersze już dawno straciły dziewictwo. Stare lisy.
Portal wiedzy onetu wykłada, że biała skrzynka to to metafora koncepcji lub konieczności dogłębnego poznania programu albo systemu w przypadku chęci jego użycia. Czy biała skrzynka - książka to system, który trzeba poznać, zanim zechcemy go użyć?

Skoro "myśl zaczyna się w ustach" według Tzary - poety cytowanego tym cytatem przez Woźniaka, to gdzie zaczyna się biała skrzynka? Ten surrealistyczny niekiedy poeta nie będzie patronem "Białej skrzynki", ale gdzieś tu jest obecny.

Maciej Woźniak jako poeta jest taki trochę myśliciel. Erudyta cytujący nietuzinkowych poetów, filozofów. Trzeba nieźle się znać, by rozkminić.

Szkoda, że Maciej Woźniak mimo siódmej już książki jeszcze nie jest na tyle wyraźny, by rozpoznać jego głos w ciemnej piwnicy.



LARKIN SŁUCHA GRECHUTY

Poniedziałek, wtorek, środa,
czwartek, piątek, sobota, niedziela.
Reszta to dni, których nie znamy.


Maciej Woźniak, "Biała skrzynka", WBPiCAK Poznań 2012

wtorek, 16 października 2012

amatorszczyzna

Amatorszczyzna w bezczelnym wydaniu. Tak, bo czasem amatorstwo oznacza energię wyzwoloną, nieograniczoną. Widziałem wielu amatorów, którzy włożyli ogromną pracę w siebie, w swój rozwój, dzięki czemu ich role sceniczne powalały. Talent wymiatający, jak chaos. Skrzypienie amatorskich gitar zwracało uwagę obcych cywilizacji.

Nic dziwnego, że Bogusław Kaczyński w tygodniku PRZEGLĄD surowo ocenia traktowanie kultury wysokiej przez np. telewizję. Rzeczywiście konkurs chopinowski przeciekł gdzieś poza domem, kanałami, kałużami. 

Nie tylko kultura, instytucje kultury są traktowane powierzchownie, nie tylko o kulturze i sztuce wypowiadają się najczęściej amatorzy, jak zauważa Kaczyński. Nie mamy możliwości posłuchać na temat gospodarki, ekonomii, oświaty ekspertów. Zresztą instytucje te coraz częściej same w sobie gloryfikują pozorowane działania przynoszące jedynie oklaski, splendor. Tracą na tym ci, do których są one kierowane. 

poniedziałek, 15 października 2012

Sen Przemysłowca nr 2



Przemysłowiec mówił do mnie z niedowierzaniem graniczącym z ujrzeniem istoty boskiej. Trudno uwierzyć, że mogło go jeszcze coś zadziwić. Zawsze twardo stoi na ziemi, nigdy nie spuszcza wzroku. Jego badawcze spojrzenie pozwala mu ocenić ile jesteś wart, ile możesz zarobić dla niego, w końcu, ile jesteś w stanie znieść upokorzeń. Ciesz się, jeśli twoją filozofią życiową jest zaspokojenie wizji Przemysłowca, możesz innym śmiać się w oczy, jeżeli potrafisz przed nim się płaszczyć.

Przemysłowiec z otwartymi oczami, nerwowo mówił do mnie:
"Niepojęte! Miałem sen, w którym wszyscy ludzie, właściwie większość może, ale może nawet wszyscy, to znaczy widziałem wielkie i małe miasta, widziałem wsie, to tak jakbym latał po całym świecie i wszędzie widziałem duże kamienice a w nich rozświetlone okna. To była wizja, wiesz? Ja widziałem coś takiego u kuzyna. Mówił, że za oceanem już produkują to masowo. Niedługo w Polsce tez będą te kule świeciły w domach. Zobaczysz!"
Powiedziałem mu, że moich czasach oświetlenie elektryczne to normalna sprawa.
Krzyknął: "Widzisz! To wizja. U was już to powszechne, tu teraz w Polsce jeszcze nie. Widziałem wielkie kamienice, każda oświetlona. Widziałem w tych kamienicach piękne ustępy, w każdym z nich sznurek albo haczyk taki, którym spuszcza się wodę. Wyobraź sobie! To wszystko dostępne dla każdego. Każdy biedak, każdy pracownik ma taki luksus. Do tego duże budynki, w których siedzą lekarze - jak manekiny. I udzielają porad. Każdy może wejść i spytać, co mu dolega. Jak to możliwe? Przecież gdyby moi pracownicy mieli takie luksusy, nie chcieliby pracować. Jak wy zmuszacie w XXI wieku ludzi do pracy? Jak?

Pomyślałem, że nie odpowiem mu na to z marszu. Muszę poszukać w google. Zerwałem łączność.