czwartek, 5 marca 2015

Helikopter 3/2015 już w ogniu

W numerze:

Jacek Podsiadło, Karol Maliszewski, Krzysztof Jaworski, Ewa Sonnenberg, Artur Szlosarek, Paweł „Kelner” Rozwadowski, Dariusz Suska, Wojciech Brzoska, Maciej Melecki, Jerzy Jarniewicz, Łukasz Suskiewicz, Seung Sahn, Jan Baron, Jakub Schönhof-Wilkans, Franciszek Nastulczyk, Jarosław Klejnberg oraz Ukryte Zalety Systemu.

link HELIKOPTER

poniedziałek, 2 marca 2015

"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" ...udana premiera

fot. http://teatr.olsztyn.pl/
Sobotnia premiera spektaklu Sceny Margines Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie pt. "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" należy do udanych z kilku powodów. Pierwszy powód - i ten, o którym chcę powiedzieć, to wrażenia artystyczne. Spektakl wyreżyserowany przez Krzysztofa Popiołka na podstawie książki Swietłany Aleksijewicz to dość powściągliwa opowieść o kobietach podczas II wojny światowej pracujących dla Armii Czerwonej. Okropieństwa wojny pokazane przez zespół wywierają wrażenie, ale nie przytłaczają. Aktorki czasem bliskie są wyskoczenia z siebie, bałem się, że za chwilę coś gruchnie o scenę, ale oczywiście nie dały się ponieść. Grały. Oszczędna scenografia wymagała zamknięcia się w jej ramach, i to przyniosło spektaklowi więcej dobrego. Rozbudowana przestrzeń obligowałaby do bardziej zuchwałych wycieczek w stronę tekstu, rozciągałoby to w czasie całość. 

Przedstawienie miejscami wypada jak niewielkie przedsięwzięcie aktorów chcących odejść od codziennej siermięgi teatralnej (takowa też pewnie istnieje). Bardzo teatralny wydaje mi się magnetofon szpulowy, bieg kobiety 5 granej przez Milenę Gauer, który wygląda jak etiuda, bieg mający zmęczyć, wyrzucić z siebie złe. Muzyka wydaje się nieco z innej bajki, ale to może z kolei uniwersalizować całość.

Nie siląc się na jakąś recenzję, polecam. Czytelne, trzymające w fotelu. Bez wielkiego rozmachu, przyjacielskie takie. Znam was, będziecie zadowoleni.



środa, 25 lutego 2015

Ziemowit Szczerek "Siódemka"

Ziemowit Szczerek tym razem o Polsce. Bohater reportażu – Paweł, wybiera się z Krakowa do Warszawy dobrze sobie znaną trasą E7. Polska widziana z Opla Vectry jest zbiorem przypadkowych elementów i wydarzeń cechujących się przede wszystkim powierzchownością i brakiem refleksji. Już pierwsze kilometry książki ukazują zabawę w Halloween tęchnącą pustką, groteskowością, bo tak muszą wyglądać te postacie na tle polskich dróg i zabytków tego Krakowa. Ten wieśniaczy eklektyzm bez planu i pomysłu to typowa polska jakość, co stara się autor udowodnić przez kolejne kilometry. Czytając „Siódemkę” czuję się jakbym siedział cicho z tyłu samochodu i słuchając, co do mnie mówi Szczerek przyglądał się tym banerom świecącym byle jak przy drogach, stacjom benzynowym z hot-dogami, kawą natrętnie proponowaną. Przyglądam się tej polskiej mentalności charakteryzującej się potrzebą wyróżnienia z tłumu. A to by zarobić, a to by siebie zaznaczyć.

Mówię, że czuję się jakbym siedział w samochodzie, ponieważ Ziemowita Szczerka narracja prowadzona jest najczęściej w drugiej osobie.

„Wracałeś do domu, szedłeś ulicą Dietla.”
„Wjechałeś, Paweł do rowu. Ściąłeś krzyż przydrożny, a właściwie dwa krzyże.”

Mówi sam do siebie, ale mnie to pomaga poczuć się jakbym tam siedział i mowa była do mnie kierowana.

Po drodze zabiera ów redaktor portalu Światpol.pl fana Fantazy, który częstuje go swoimi eliksirami. W nim też widać te zabawną nieco, choć bardziej śmieszną Polskę przebraną. Konsekwencją spróbowania eliksirów jest lekki odlot powodujący kraksę samochodową. Dzięki eliksirom nudna trasa, oklepane widoki nabierają kolorytu westernu. Paweł wreszcie może poczuć się bohaterem lepszego filmu. W końcu przecież Szczerek nie ustaje w uwypuklaniu złych cech narodowych Polaków. Pokazuje nas z każdej strony i każda strona jest nudna i brudna albo zapaćkana banerami reklamowymi. Arogancka i krzykliwa lub pokraczna, przegrana i zakompleksiona. Pijana z wąsami i wypełniona Marcinami i Januszami. Podczas słuchania tego, co do siebie mówi Paweł zacząłem wpisywać go w nurt dąsających się na polskie wąsy zarośniętych redaktorów w bojówkach i wyciągniętym swetrze lub w kurtce M65, co ma dać do zrozumienia, że nie będzie hipsterem. Jest moro i basta. Jest sweter i koniec.

Czytając Szczerka słyszę rozmowy odbywające się w moim otoczeniu. To już się samo przerobiło. Te zawodzenie na brzydki krajobraz zachlapany witrynami sklepowymi. Ruskie okrutne, Niemce dokładne, Czesi bojący a Polacy dzicz pijana, która we wszystkich widzi wroga i jeszcze się stawia, i śmieje z innych. W gruncie rzeczy wielki zbiór kompleksów, bo gdzieś z tyłu głowy mamy wrażenie, że nie pasujemy tu. Nigdzie nie pasujemy a bardzo byśmy chcieli gdzieś się wkleić. Zawsze chcieliśmy. Uczyliśmy się łaciny, potem francuskiego i każdy wąsacz miał pianino, teraz jesteśmy amerykańscy albo europejscy. Zawsze jednak nasza wyniosłość nie pozwalała czuć się dobrze gdziekolwiek, nawet u siebie, ponieważ u siebie mamy sąsiadów naszych, z krwi tej ziemi. I oni też muszą okazać się słabsi. Jeśli czymś w nasze oczy kolą, to trzeba wyśmiać itd. W końcu znajdujemy sobie alternatywę w świecie Sapkowskiego, powiedzmy.

Ziemowit Szczerek daje nam nieustannie burę. Stoi nade mną i się znęca. Wisi nade mną ze wskazówką, za sobą ma mapę Polski i Europy. Szturcha mnie, wyciąga za uszy i wylicza moje błędy. Nic mu się nie podoba. Niczym zeschła umysłowo nauczycielka wypomina makijaż, ubiór, fryzurę i zachowanie.  Próbuje mnie uczyć, wychować. Czyżby nie wiedział, że to niemożliwe? Po tylu kilometrach odbytych po siódemce jeszcze mu się chce prawić morały? Jeszcze ma siłę marudzić. Robi to jednak w tak zabawny sposób, językiem ciętym i plastycznym, że gniewać się nie sposób. A podróż obfitująca w niezwykłe przygody chwilami zdaje się podróżą po innym świecie.

Plus sama trasa od Krakowa do Warszawy, czyli dla mnie obca. Ja przyzwyczajony do Warmii i jej niemieckości widocznej w przedwojennej, ciągle aktywnej architekturze czuję się za Warszawą jak w innym państwie, by powiedzieć z pewną przesadą. Dopiero Ziemowit Szczerek utwierdził mnie w przekonaniu, że wszyscy jesteśmy jacy jesteśmy, bez względu na krajobraz.
\

Ziemowit Szczerek, „Siódemka” Korporacja ha!art 2015



niedziela, 15 lutego 2015

Helikopter 2/2015

W numerze:

Volker Braun, Vahni Capildeo, Paweł „Kelner” Rozwadowski, Ewa Sonnenberg, Sławomir Elsner, Marcin Zegadło, Sylwester Gołąb, Robert Gawłowski, Jarosław Klejnberg, Olgerd Dziechciarz, Marek Śnieciński, Bettina Wöhrmann oraz Jahreakh.

http://opt-art.net/helikopter/


sobota, 14 lutego 2015

MOJA PRAWDA Larry Sloman, Mike Tyson

Mike Tyson opowiedział swoją historię, którą spisywał Larry Sloman. Książka o Tysonie musi być mocna jak sam Żelazny Mike. Boks, seks, koks, alkohol i miliony dolarów – Ameryka. To książka również o Ameryce – marzeniu Polaków przynajmniej z mojego podwórka.

Tyson pochodził z biednej rodziny. Ojciec pojawiał się rzadko, matka przebierała w przygodnych facetach, by jakoś przetrwać biedę i siermięgę Brownsville  w Brooklynie. Jako małolat kradł, zdobywał szacunek ulicy, dostał się do zakładu poprawczego, tam zaraził się boksem, przejął go już na wolności trener Cus D’Mato i powstał bokser, który w wieku dwudziestu lat został mistrzem świata wagi ciężkiej. Kto nie chciałby takiej biografii?

Tyson jednak często podkreśla swoją samotność w świecie boksu. Jego brutalność i wsiąkające pieniądze. Oczywiście sam bohater nie jest bez winy. Niezorientowany w świecie padł ofiarą cwaniaków, prawników i księgowych. I jak każdy przyzwoity biedak po otrzymaniu milionów na konto musiał się nimi pochwalić. Biżuteria, luksusowe auta i finezyjnie wykończone wielkie domy. Rozpasanie w wydawaniu pieniędzy osiągało poziom absurdu. Jeszcze bardziej niedorzeczne wydają się jego sprawy sądowe wlokące się i sączące hajs przez grubą słomkę z konta Tysona.

To oczywiście jego prawda, jego strona, jego widzenie. Opowiedziana tak, że nie sposób nie polubić Tysona za jego szczerość w życiu, paradoksy, dzięki którym sylwetka bohatera nabiera rumieńców. I jak każda biografia wielkiego artysty czy sportowca prócz dramatów, tragedii zawiera wiele humoru, który tylko uwiarygodnia opowiedzianą historię. Jesteśmy po prostu śmieszni dla innych ze swoimi łzami, dramatycznymi zwrotami akcji w życiu. Tyson opowiadając o sobie rysuje smutny pejzaż świata i żyjących w nim ludzi.


Nie czytam biografii. Ostatnio czytałem chyba w 1992 roku o Jimie Morissonie „Nikt nie wyjdzie stąd żywy”. Pisanie biografii to często żmudna sprawa. Trzeba wiedzieć jak kupić czytelnika i tyle. Nie o literaturę tu chodzi a o opowieść o człowieku.


Mike Tyason Moja prawda, Larry Sloman, Mike Tyson, Wydawnictwo Sine Qua Non 2015

piątek, 6 lutego 2015

"Siódemka" Ziemowita Szczerka w piwnicy

Tymczasem przenoszę moją duszę utęsknioną do tych szos numer siedem, gdzie deszczowa aura pozwala jedynie radio włączyć i posłuchać nachalnie marudnych i pełnych jadu wiadomości w sumie błahych. Dzięki Ziemowitowi Szczerkowi mamy nie podaną na tacy Polskę naszą z jej mięśniami napitymi i napiętymi, mamy też nas samych z grymasem znudzenia na twarzy i poezją narzekania na języku.

Czekajcie cierpliwie, już niedługo na świat przyjdzie "Siedem" Ziemowita Szczerka za sprawą Korporacji ha!art i podbije nam emocje, bo jest co czytać, jest.